Członkowie PSR, po założeniu nowego konta, proszeni są o przesłanie informacji o swoim loginie na forum@psr.org.pl
Każdy nowy użytkownik forum musi zapoznać się z regulaminem forum.
A tak tytułem spóźnionej dyskusji przedzjazdowej warto pogadać o:
1- jak daleko ma pójść PSR w "wojującym antyklerykalizmie";
2- czy PSR powinien być całkowicie apartyjny. Nawoływania do przekształcenia PSR w partię polityczną coraz to nabierają na sile;
3- co zrobić, żeby z PSR nie odchodzili "starzy druhowie", "ojcowie założyciele"; a zrobić coś trzeba bardzo pilnie;
4- jak systemowo zwiększać grupę aktywnych członków;
5- co chcemy zrobić do następnego Zjazdu?
6- czy i w jakim celu chcemy wchodzić w trwałe lub doraźne sojusze z innymi organizacjami, z jakimi;
7- czy chcemy radykalnie zwiększyć liczbę członków PSR; jeśli tak, to w jaki sposób i dlaczego;
Czy mam ugruntowane odpowiedzi na te pytania? Jasne, że nie na wszystkie.
By ułatwić sobie odpowiedź ponumerowałam twoje pytania.
ad.1 Wojować z instytucją kościoła powinniśmy wszelkimi sposobami i tak długo aż doprowadzimy do sytuacji gdy sprawa wyznania przestanie mieć znaczenie a głos biskupów traktowany jak jedna z wielu opinii. Religia powinna być sprawą prywatną każdego obywatela według której żyje albo i nie ale nie narzuca się jej innym obywatelom.
ad.2 Partia Racjonalistów nie ma najmniejszych szans na zaistnienie. Jest Ruch Palikota zobaczymy co z tego wyniknie. Stowarzyszenie ma tę zaletę której nigdy nie będzie miała partia, że może uzyskać sponsorów, może poprzeć jakąś partię za jakieś z jej strony zobowiązania, może krytycznie wypowiadać się wtedy gdy partią to niewygodne.
ad.3 Odchodzenie "starych" jest naturalną bolączką wszystkich nowo powstałych organizacji. Wynika z tego, że mamy bardzo nikłe umiejętności radzenia sobie z demokracją. Nie potrafimy godzić się na konsensus. Wynika to też z tego, że do nowego ruch zgłasza się dużo osób o silnych cechach przywódczych nie potrafiących się pogodzić z konkurencją.
Walka o idee zamienia się natychmiast w walkę personalną.
ad.4 i ad 7 dotyczy zwiększenia liczby członków. Było by to bardzo wskazane ale jak tego dokonać nie mam pojęcia.
ad.5 to powinien ustalić zjazd
ad.6 Właśnie jako stowarzyszenie opiniotwórcze widzę rolę PSR. Branie udziału w dyskusjach, docieranie do różnych autorytetów naukowych by uzyskać ich opinię w sprawach aktualnie interesujących społeczeństwo, ostro sprzeciwiać się deprecjonowania nauki i szerzenia wszelkich para nauk. Budowanie autorytetu PSR jako środowiska osób różnych partii ale przedkładających rzeczową dyskusję nad demagogię. Popularyzację nauki w szkołach. Jako stowarzyszenie możemy wejść do szkół i uczelni jako partia wejście na te tereny mamy ustawowo zamknięte.
Alicja napisał:
ad.6 Właśnie jako stowarzyszenie opiniotwórcze widzę rolę PSR. Branie udziału w dyskusjach, docieranie do różnych autorytetów naukowych by uzyskać ich opinię w sprawach aktualnie interesujących społeczeństwo, ostro sprzeciwiać się deprecjonowania nauki i szerzenia wszelkich para nauk. Budowanie autorytetu PSR jako środowiska osób różnych partii ale przedkładających rzeczową dyskusję nad demagogię. Popularyzację nauki w szkołach. Jako stowarzyszenie możemy wejść do szkół i uczelni jako partia wejście na te tereny mamy ustawowo zamknięte.
Alicjo, dzięki za pociągnięcie tematu dyskusji przedzgromadzeniowej (tak wg. Marka to się nazywa). Wybrałem Twój punkt 6, bo opinię tę całkowicie podzielam ( z pozostałymi punktami musiałbym odrobinę polemizować). Już tylko z tego punktu wynika sterta zadań. Jeślibyśmy te tematy (i inne tutaj nie podniesione) rozpisali na głosy, to byłby to także sposób na aktywizację sporej liczby członków PSR. Gdyby ośrodki regionalne dostały "przydziały" tematów - lub modnie gadając, projektów - i dalej rozpisałyby je na swoich członków, to do następnego zjazdu zrobiliśmy ogromny kawał roboty. Nic tak nie aktywizuje, jak wspólna praca nad jakimś zadaniem. Pamiętacie z harcerstwa zakładanie leśnego obozu? Co to będą za projekty/zadania? O tym powinniśmy pogadać we Wrocławiu. Już sama etykawszkole.pl ma w sobie pokłady możliwości. Opowiem o tym na zjeździe.
Spróbujmy także wyznaczyć najmniejszy wspólny mianownik naszych poglądów, postaw i planów. Będziemy się wtedy mniej kłócić w sprawach "fundamentalnych".
Za moich czasów w liceum był odrębny przedmiot szkolny "logika". Pamiętacie koła Eulera? To zazębiające się ze sobą liczne okręgi, wyznaczające pewne wspólne pole. Poszukajmy tego wspólnego pola. Będziemy wszyscy zaskoczeni, jak duże ono jest.
Pogadajmy o tym, co "przystoi" członkowi PSR, a czego nie. Na przykład, czy bycie masonem i członkostwo w PSR w czymkolwiek sobie wadzą?
Andrzej Wendrychowicz napisał:
Pogadajmy o tym, co "przystoi" członkowi PSR, a czego nie. Na przykład, czy bycie masonem i członkostwo w PSR w czymkolwiek sobie wadzą?
Odpowiem jako osoba wykreowana dzięki intensywnemu czarnemu PR na głównego specjalistę od masonów i tropienia rzekomych masońskich spisków. Nie wadzą w niczym. To temat zastępczy i dyskusja nad nim jest zwykłą stratą czasu.
Uważam za czysty przypadek, że cechy charakterologiczne niektórych, podkreślam, niektórych członków WWP należących jednocześnie do PSR, prowadzą PSR prostą drogą do trzeciego mini kryzysu. To dzięki nim, każda, nawet neutralna wzmianka o ich organizacyjnym zamiłowaniu do tajemnic, wywołuje w Stowarzyszeniu syndrom oblężonej twierdzy. Tak było w przypadku Łysuńca, tak było w przypadku Sankari, tak jest w przypadku mojej skromnej osoby.
Zauważ Andrzeju, że problem, merytoryczny problem, który Cię dziś zainteresował, podnosiłem już przed miesiącem. Bez echa. Bez żadnego odzewu ze strony Zarządu. Dlaczego dopiero kiedy Ty go podniosłeś, jeden z członków władz raczył to zauważyć, poklepać Cię po ramieniu i podać jako wzór merytorycznej dyskusji? Czy nie chciał psuć pracowicie tworzonego obrazu oszołoma placownika? To właśnie takie metody budzą mój sprzeciw, to one mnie brzydzą, a nie członkostwo tego lub owego w takiej czy innej organizacji. To właśnie takie metody Stowarzyszeniu szkodzą. I to nie od dziś.
placownik napisał:
Nie wadzą w niczym.
No to jesteśmy jednomyślni
Aby odnieść się do reszty tej Twojej wypowiedzi i wielu poprzednich na obu racjonalistycznych forach, opowiem najpierw krótką historię.
Z dala od gmachu głównego, na ulicy Narbutta były ongiś dwa wydziały mechaniczne Politechniki Warszawskiej. Po jednej stronie ulicy Samochody i Ciągniki, po drugiej Mechaniczny Technologiczny. Na moim, samochodowym, uczono nas projektować fantastyczne samochody i silniki, tych naprzeciwko uczono, jak je wyprodukować. Różnicę można sprowadzić do odpowiedzi na pytania CO? (skonstruować) i JAK? (to wykonać). My uchodziliśmy za inżynierską elitę, oni za wykwalifikowanych tokarzy i ślusarzy. Im dłużej żyłem na świecie, tym bardziej docierało do mnie, że CO jest mniej ważne od JAK. Co (trzeba, wypada) zrobić wiedzą wszyscy politycy i mądrale wszelkiej maści, ale jak to zrobić wiedzą bardzo nieliczni.
A teraz wracając do Ciebie. To CO (o czym) pisałeś prawie zawsze wzbudzało moje zainteresowanie, natomiast JAK to (często) robiłeś i nadal robisz wzbudza moją niechęć i nie podoba mi się.
Jesteś oburzony, że Ty coś podnosisz od miesiąca i nikt nie reaguje, a ja coś tam napisałem i nie tylko to zauważają, ale i klepią mnie po ramieniu. I zadajesz dramatyczne pytanie: "Czy nie chciał psuć pracowicie tworzonego obrazu oszołoma placownika?" Nie wiem kogo masz na myśli i co ten ktoś chciał. Przypuszczam natomiast, że ten ktoś i może jeszcze inni nie chcą tak z Tobą rozmawiać JAK Ty to zwykłeś robić. Wybacz niezamierzone moralizatorstwo, ale chciałbym z Tobą gadać jeszcze długie lata. Upieram się wyłącznie przy tym, że JAK się mówi, jest ważniejsze od CO się mówi.
Andrzej Wendrychowicz napisał:
Upieram się wyłącznie przy tym, że JAK się mówi, jest ważniejsze od CO się mówi.
Zgodzę się z Tobą tylko w tym, że to JAK się mówi, jest niezwykle ważne. Natomiast zawsze najważniejsze jest to CO się mówi. Jeśli ktoś nie ma niczego do powiedzenia (Bóg mi świadkiem - nie ma w tym żadnej aluzji!) to żeby nie wiem JAK mówił, odbiór jego wypowiedzi sytuuje się w sferze czystej emocji.
Jeśli ktoś nie chce, a czasami nie potrafił, usłyszeć tego co kto mówi to nidgy się do tego nie przyzna, natomiast niezwykle chętnie podejmuje temat czystej formy. To sytuacja występująca niezwykle często w komunikacji facetów z kobietami. To też nie jest aluzja!
Odpowiem Ci cytatem autorstwa faceta z pewnością ode mnie mądrzejszego:
Mówić stosownie do poziomu umysłowego tłumu i czynić to wszystko, co nie stanowi przeszkody do osiągnięcia naszego celu. Niemały bowiem pożytek otrzymamy od ludzi, dostosowując się według możności do ich poziomu umysłowego. Oprócz tego w ten sposób staną się oni pochopniejsi do słuchania prawdy.
To Spinoza. Traktat o poprawie rozumu.
Zgadzam się z Andrzejem i Wojciechem - ważne jest jak się mówi i co się mówi. Spróbujmy więc porozmawiać, koncentrując się na tym, jak chcemy, aby wyglądało PSR.
Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że nie mają sensu rozmowy z pojedynczymi osobami. Różne rzeczy można źle zrozumieć, dochodzą do tego nasze subiektywne oceny wzajemne. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest gadanie na forum. Tym bardziej, że wreszcie to swoje forum mamy.
Chciałabym, aby panowała tu wolność słowa ograniczona jedynie kulturą osobistą.
Abyśmy stanowili realną siłę i aby nowe osoby znalazły tutaj przyjazne warunki do działania - moim zdaniem konieczne są pewne ustalenia - dzięki nim każdy z nas będzie mógł zdecydować, czy mu z PSR po drodze.
Ja chciałabym usłyszeć Wasze zdanie odnośnie poniższych kwestii:
1. Czy wykonywane przez nas (przy różnych akcjach i projektach) strony (i inne wytwory rąk i głów) mają być własnością Stowarzyszenia, czy własnością swoich wykonawców? Oba z tych rozwiązań mają swoje zalety. Trudno, aby PSR firmowało coś, co nie jest jego własnością i aby ludzie chcieli pracować bez wynagrodzenia na rzecz własności prywatnej innej osoby. Z drugiej strony osoby pracujące przy czymś, co jest ich własnością wkładają w to pewnie więcej wysiłku, a więc efekt może być lepszy. Z mojego punktu widzenia nie jest istotne, który wariant wybierzemy. Dla mnie ważne jest natomiast aby był jeden, obowiązujący wszystkich.
2. Informacje dotyczące członków zarządu o ich przynależności do organizacji innych - możemy każdorazowo żądać informacji o jakiejkolwiek przynależności, możemy wymagać jedynie informacji o przynależności do władz takowych, możemy zupełnie tego nie wymagać. Tutaj mamy z jednej strony niebezpieczeństwo konfliktu interesów - z drugiej obawę o zbyt daleko idącą ingerencję w wolność przynależności. Można też zastanowić się nad zakresem takich oświadczeń - czy ewentualne informacje miałyby być podawane do publicznej wiadomości, czy przekazywane określonym organom (np. Komisji Rewizyjnej, bądź członkom samego Zarządu).
3. Z punktu drugiego - pytanie dodatkowe - czy członkowie zarządu mają nieograniczoną możliwość prywatnych publikacji na innych stronach? Może to z jednej strony nieść niebezpieczeństwo braku obiektywności odnośnie ewentualnej współpracy, a z drugiej niebezpieczeństwo ograniczania wolności prywatnych wypowiedzi.
4. Rozwiązywanie konfliktów personalnych - czy konflikt personalny może być powodem wykluczenia członka z PSR? Czy wyznaczamy pewne osoby, których działania z racji ich zasług dla Stowarzyszenia nie będą mogły podlegać krytyce (jeśli tak, kto ma ustalać odpowiedni zakres zasług)? A jeśli krytyka - to w jaki sposób wyrażona?
Pozdrawiam,
Katarzyna
Krótko - moim zdaniem:
Ad 1. Autor jest zawsze właścicielem swego dzieła dopóty, dopóki nie wyzbędzie się swych praw na rzecz innych (odpłatność nie ma tu znaczenia). Szczególnym przypadkiem jest praca na zamówienie, gdzie autor wyzbywa się swych praw do dzieła zanim ono jeszcze powstanie.
Ad 2. W świetle aktualnie obowiązującego Statutu nikt nie ma prawa żądać od nikogo informacji na temat przynależności do innych niż PSR organizacji (funkcyjność nie ma tu znaczenia). Aby ten stan zmienić, należy zmienić Statut. Tylko, że wtedy rodzą się takie choćby pytania: 1. Kto i jak ma weryfikować składane oświadczenia? 2. Jakie mają być sankcje za podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy? 3. Jak traktować informacje nieformalne (np. donosy)?
Ad 3. Mają. To reguluje prawo autorskie, a także i Statut, który takich zachowań nie zabrania. Chcąc ten stan rzeczy zmienić, trzeba zmienić Statut.
Ad 4. Mamy stosowne organy statutowe do zajmowania się takimi sprawami. Jest Sąd Koleżeński, jest też Rzecznik Etyki Członkowskiej. To czy te instytucje w ogóle działają, a jeśli tak, to jaka jest jakość ich pracy podlega ocenie Walnego Zgromadzenia Członków Stowarzyszenia, a w obecnej sytuacji - Zjazdu Delegatów. Pracy Sądu nie widzimy na codzień, ale myślę, że Zarząd może wyrazić w tej kwestii jakieś sugestie. Ważne byłyby także jakieś okresowe sprawozdania tego gremium zamieszczane na forum (a nie tylko wygłaszane podczas Zjazdu). Jakość pracy Rzecznika mamy możliwość ocenić choćby na podstawie ostatnio tu zamieszczonych jego wypowiedzi - wypowiedzi dyskwalifikujących tę osobę z powierzonej funkcji, wypowiedzi mających z etyką tylko ten punkt wspólny, że mogą służyć jako przykład negatywny w dyskusjach etycznych.
Kwestia zasług jest nieco innej natury. Nie wiem dokładnie co masz ma myśli, ale sądzę, że zasługi nikogo nie zwalniają od poddania się krytyce. W sytuacjach konfliktowych zasługi mogą pełnić rolę "okoliczności łagodzących", ale nic poza tym. Nie powinno być wśród nas "świętych krów".
A czy konflikt personalny może być powodem wykluczenia z PSR? Ja myślę, że może. Dokładnie tak samo jak może być powodem nieprzyjęcia w szeregi organizacji czego mamy dobitny przykład.
Mistyka sprzyja mistyfikacjom.
Legenda Forum:
© 2006-2012 Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kontakt z administratorem: admin [at] psr.org.pl. Developer: Eysmont Media